Krzysztof Lausch - Fakir2

  Bo w tym cały sens istnienia,

żeby umieć żyć...

Kalendarz

Nasze zloty

Oprogramowanie CMS
Moja córka - pozytywnie zakręcona...

 

 

 

 

 

 

 

To w sumie nie o moich osiągnięciach, ale... może...

Ela

 

   Dzieci, ich wychowanie, to nasze przedłużenie życia… Często dziś robią to, czego my nie mieliśmy możliwości….

 

   Moja (nasza – jak podkreśla – i słusznie :-) - małżonek) Ela jest takim, jednym z wielu, przykładem.

Bardzo jesteśmy z niej dumni, choć początki były nadzwyczaj trudne. Dla rodziców – coby chcieli dzieciom jakoś podpowiadać, jak układać życie: szkoła, studia, potem się zobaczy… a tu… dziecko Ci psikusa robi…….

 

Peru

 

 

Ze strony SWM:

 

W październiku  2005 r rozpoczęła studia, a już w miesiąc później poprosiła o dziekankę…

 

  – Zawsze wiedziałam, że pojadę na misje. Rodzina nie wierzyła, dopóki nie zobaczyła biletu – Ela Jakubek ze Skawiny pod koniec marca 2007 r. powróciła z pracy misyjnej w Peru: spędziła 14 miesięcy w mieście Piura i 2 miesiące w dżungli, w San Lorenzo, wśród metysów.

 

  – Teraz to nawet mój tata lepiej ode mnie zna geografię Peru – śmieje się Ela.

 

O swoich doświadczeniach na misjach Ela opowiada z zachwytem.

 

  – Jak żyłam w Peru? Szybko, intensywnie i bardzo szczęśliwie. Mieszkałam we wspólnocie salezjańskiej. Po porannej modlitwie i śniadaniu wyruszałam do szkoły technicznej, gdzie młodzi uczą się m.in. podstaw informatyki czy elektroniki, spawania, krawiectwa, stolarstwa. Tam uczyłam języka angielskiego. Sama najpierw musiałam się nauczyć, jak się mówi „spawanie” czy „wał korbowy”… A popołudniami – praca w oratorium z dziećmi: gra w piłkę, pomoc w odrabianiu lekcji, warsztaty manualne czy muzyczne – wylicza Ela.

 

Kiedy pytam o najtrudniejsze misyjne przeżycia, odkrywam troskę Eli o dzieci i młodzież.

 

– Mieliśmy kilka sytuacji dramatycznych – wspomina – 19-letni chłopak zginął w strzelaninie na jednym z osiedli. Słyszałam te strzały. Tam, w Piura, porachunki między gangami zdarzały się często. Wiele razy wyciągałam kulki śrutu spod skóry, kiedy poranieni chłopcy nie chcieli zgłosić się do szpitala z obawy przed donosem na policję. Najgorsze było to, że przywykłam do całej tej sytuacji, ale trzeba z tym walczyć.

 

   Ela przyznaje, że „siedzi” w niej Afryka, ale oczami serca widzi szeroki horyzont misji. Marzy jej się wybudowanie boiska dla dzieci z dżungli w San Lorenzo… – Trzeba być dla ludzi, którzy potrzebują, trzeba mówić o misjach – przekonuje Ela. – Chcę pozostać w SWM: wróciłam, by być tu na 100%.

 

Ela

 

 

A jak było po powrocie?

 

   „Wczoraj spotkałam się ze znajomymi z klasy maturalnej. Jedna z nich studiuje na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych, inna równolegle dwa kierunki, kolega z drugiej ławki realizuje się w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, ktoś inny na amerykanistyce, politologii… Właśnie kończą drugi rok studiów. A ja przed trzema tygodniami wróciłam z Peru (marzec 2007).

 

   Babcia kiwa głową i mówi „No tak, straciłaś te dwa lata na uczelni”… A ja, patrząc wstecz na ostatnie półtora roku mojego życia, tym razem nie mogę przyznać jej racji. Nie straciłam dwóch lat na uczelni – ja zyskałam je w Peru.


Elżbieta Jakubek tuż po maturze wyjechała na półtora roku do Peru. Od kwietnia 2007 roku pracuje w SWM Młodzi Światu jako koordynator wolontariuszy.

 

 

http://swm.pl/1206.tak-warto-zyc#id=album-5&num=content-57

 

Relacja ze zdjęciami na stronie:          http://www.rokwbok.pl/wasze-relacje/w-przedsionku-amazonii.html

 

 

Artykuł Eli - o misjach:                     http://www.donbosco.salezjanie.pl/archiwum/czytaj.php?artykul=376

 

 


 

 

   Nasza Ela pracuje do dziś w SWM. Studiuje też (aktualnie pisze pracę licencjacką) na wydziale Zarządzania UJ. Zwiedziła też kawał świata – w ramach pracy misyjnej i wolontariackiej.

 

   Nigdy nie wiemy, czy nie powie: wiecie, jutro lecę/jadę do… (Wiednia, Pragi, Kanady, Madrytu, na Krym, do Ghany, do Grecji…) Po co? A, bo projekt taki pisałam z MSZ-tu (czy tam czegoś…), wygraliśmy i muszę….. Ciągły, matczyno – ojcowski strach i… duma….

 

 

   No i – jak się im ułoży to i zięć zza „wody” się szykuje….:-))

Nawet z tym da się pogodzić. Ważne – że Ona jest szczęśliwa!!!!!

 

 

 

 

 

 

[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )